Bez względu na to, czy mam komfort spania ile tylko potrzebuję, czy muszę wstać wcześnie rano, zawsze staram się tak zorganizować swój poranek (opcjonalnie: poranko-południe:), aby był spokojny i przyjemny. Należę do osób, które rano wyznają zasadę jeszcze pięć minut. Mimo to
nauczyłam się, żeby budzik nastawiać o tyle wcześniej, żeby mieć czas na
dodatkowe minut piętnaście, a potem mieć dużo czasu na spokojne
doprowadzenie się do ładu. Lubię poukładanie, pewne schematyczne działania, wobec czego nie przeszkadza mi, że codziennie robię niemalże to samo. Niektórzy nazwą to poranną rutyną, a dla mnie to małe rytuały, które bardzo lubię. A dziś o nich właśnie.
Spokojne rozbudzanie
Czyli pierwsze i najważniejsze. Po przebudzeniu nie ma co szybko wyskakiwać z łóżka i biegać pomiędzy sypialnią, a łazienką. Warto sobie jeszcze trochę poleżeć. W sumie to taka forma odpoczywania po spaniu. ;-) Można wtedy na spokojnie ułożyć plan dnia, podjąć trudną decyzję o wyjściu spod ciepłej kołderki i - dla lubiących - pouprawiać tak zwany poranny scrolling.
Cześć mężu
U mnie pierwsza, miła wiadomość leci oczywiście do Małżona, ale przecież można napisać do kogoś innego. Mama czy siostra z pewnością się ucieszą z porannego dzień dobry. Możliwość szybkiej wymiany wiadomości to jeden z większych plusów dzisiejszych technologii, z której - mimo mojego sceptycznego podejścia do messengeropodobnych - jestem całkiem zadowolona. Dzięki temu zaczynam mój dzień od krótkiej rozmowy z mężem, co choć trochę zastępuje weekendowe, poranne rozmowy w cztery oczy.
Najlepsza kawa
Albo herbata. Kakao. Cokolwiek. Coś, co lubimy i dalej możemy na spokojnie łapać poranne chwile z kubkiem czegoś pysznego w ręku. Kiedy nie mam czasu, kawa wjeżdza wtedy, kiedy robię sobie makijaż. Kiedy go mam - piję ją oczywiście w łóżku. :)
Zaczęcie dnia od ulubionego napoju jest po prostu przyjemniejsze, a jeśli parzycie kawę w tzw. kawiarce, na pewno wiecie, że już to samo w sobie jest małym rytuałem. I ten zapach świeżo parzonej kawy w całym domu!
Zapach kobiety
Dla wielu mężczyzn rytualnym zabiegiem pielęgnacyjnym jest golenie i cała ta otoczka związana z nim. Pewnie to taki czas, kiedy żadna kobieta - z obawy przed rychłym zacięciem - nie stoi nad nimi i nic nie mówi. ;-)
Dla mnie czymś takim jest perfumowanie. Bardzo lubię perfumy, zapach potrafi nam bardzo dużo powiedzieć o tym, kto go nosi. Poza tym ubieranie perfum to taka wisienka na torcie porannego zbierania się. Nawet jeśli nigdzie nie wychodzę, dla przyjemności lubię się psiknąć mgiełką zapachową. Jeśli wychodzę, zapach wybieram w zależności od tego, w co jestem ubrana i jakie mam samopoczucie. Zdradzę Wam (zapomniałam o tym wspomnieć w poprzednim poście), że przez część ciąży po prostu nie mogłam znieść jednego z moich ulubionych zapachów, czyli La vie est belle. Jeśli go znacie, na pewno wiecie, że jest dość słodki i duszący. Na szczęście już mi przeszło. ;-)
Jeszcze dziesięć minut
Zawsze przed wyjściem z domu znajduję chwilę na to, aby znowu na spokojnie posiedzieć. Dopić kawę, pogłaskać jamniki i potem spokojnie wyjść. Być może wynika to z tego, że zawsze zebrana jestem dużo wcześniej, ale dzięki temu po prostu nigdzie się nie śpieszę. Brak uczucia pośpiechu rankiem pozwala na to, aby cały dzien utrzymać we w miarę spokojnym tempie. A ja należę do tych, którzy nienawidzą nigdzie pędzić.
To wszystkie pięć porannych działań, które bardzo lubię. Mam nadzieję, że po narodzinach Robaczka uda nam się na tyle dogadać, żebym mogła choć czasem spokojnie zacząć dzień. A Wam polecam spróbować nastawić sobie jutro budzik trochę wcześniej i spróbować wszystko zrobić trochę wolniej. Da sie nawet wtedy, kiedy trzeba wstać przed szóstą rano!







