Na Boże Narodzenie też "posprzątam dom dla Jezusa"

12/16/2016

Tydzień do świąt! To jest ten czas, kiedy świąteczni malkontenci wychodzą z podziemi i zaczynają swoje tyrady. Moja ulubiona to ta o myciu okien dla Jezusa. (Choć okna to chyba na Wielkanoc. ;-)

Sprzątam na święta. Sprzątam w moim mieszkaniu, a niedługo jadę do rodziców i tam też lepiej gorzej mniej lub więcej coś pomogę. Lubię ozdoby świąteczne widoczne na tle posprzątanego mieszkania. Choinkę, która jest dekoracją, a nie tylko drzewkiem wśród kurzu. Ale przede wszystkim lubię siedzieć wśród ludzi, których kocham.
 Nawet w codziennym życiu lubię przyjmować gości w czystym mieszkaniu. Nie chodzi tu o pokazanie się z jak najlepszej strony. Raczej o szacunek do swojego gościa, o przyjęcie go w czystym miejscu, podanie mu jedzenia na czystym talerzu. Lubię, kiedy inni czują się u mnie jak w domu, mimo różnych niedoskonałości. A święta to taki czas, kiedy tym bardziej chcemy się tak zwyczajnie pogościć. Mama nakłada pierogi, babcia śpiewa kolędy. W tle wytrzepany dywan. Dywan trzepał tata. Na trzepaku na drugim końcu osiedla. ;-)
Święta są po prostu dobrym czasem na zrobienie czegoś większego. Trudno jest nam się zmobilizować do dużych porządków podczas wyczekiwanej soboty. A ludzie to takie istoty, którym lepiej się działa, kiedy wiedzą, po co to robią. Kobietom łatwiej się chudnie przed ślubem, studenci efektywniej piszą magisterski na tydzień przed jej oddaniem... Dlatego, jeśli czas na to pozwala, generalne porządki są całkiem fajne. O ile nie towarzyszy im nerwowa atmosfera, złość, pośpiech, mogą być czasem spędzonym wspólnie... w połowie na oglądaniu odgrzebanych pamiątek.

Sprzątanie to żaden bohaterski czyn. Tak samo żaden to powód do wyśmiewania. Dlatego dziwnie się czuję, kiedy po raz kolejny czytam żarty o przedświątecznym sprzątaniu. I denerwuje mnie to trochę, bo kiedy w naszym życiu są ważne wydarzenia, chcemy je przeżywać w pięknym, ciepłym miejscu. Dla niektórych święta to właśnie taki czas.

 I właśnie po to sprzątam. Bo lubię porządek, lubię dobre okazje do zrobienia czegoś większego. Lubię szorować zlew w rytmie Last Christmas i lubię biały, wyprasowany obrus. A to wszystko, jak twierdzą złośliwi, dla Jezusa, jak jednak uważają sprzątający — dla siebie.

Zobacz też:

0 komentarze