Obecnie mamy naprawdę spory boom na odnawianie starych rzeczy, tym bardziej, że meble w takiej stylistyce wróciły do łask. I bardzo dobrze! My także ulegliśmy. Tym bardziej, że fotel czekał na nas w babcinym garażu.
Ponad rok temu, tuż przed ślubem, zaplątaliśmy się w rzeczonym garażu i uratowaliśmy tego złomka przed spaleniem w piecu. Takie fotele od dawna mi się podobały, ale za sumę, którą trzeba przeznaczyć na nowy prędzej kupiłabym Fiata Seicento, niż fotel (#sknera). Od babci wyjechaliśmy ze starym Chierowskim na pace i myślą, że kiedyś go odnowimy. I faktycznie, na to kiedyś czekaliśmy rok, a przez ten czas fotel czekał na tarasie u rodziców, by przezimować w piwnicy. Ku mojemu zaskoczeniu wilgoć w ogóle go nie ruszyła. Ruszyliśmy go my!
Tak fotel-staruszek prezentował się przed rozpoczęciem pracy. Siedzisko było wysłużone, lakier poodpryskiwany, śruby pokryły się brudem i czymś (?) czarnym. Wiedzieliśmy, że trzeba wymieniś środek siedziska przed ponownym obiciem go nowym materiałem. Trzeba było całkowicie usunąc stary lakier. Ale po pierwsze, rozłożyć go na części pierwsze.
Pomocnicy też się znaleźli...
Po rozłożeniu jeszcze bardziej widoczne były ubytki w starym lakierze. To nie do końca dobrze - na miejsca, gdzie lakieru nie było, oddziaływały różne czynniki (brud, wilgoć i... czas ;-). W późniejszym etapie prac zauważyliśmy, że odbiło się to na wyglądzie drewna. Ostatecznie jestem z tego zadowolona, a efekt zobaczycie później.
Po rozkręceniu fotela, w miejscach, gdzie drewniane nogi stykały się z siedziskiem, zobaczyliśmy oryginalny kolor staruszka. Całkiem przyjemny niebieski. ;-)
Przyszedł czas na walkę z lakierem. I celowo używam słowa walka. Małżon spędził w garażu mnóśtwo czasu usiłując zdjąć starą, grubą warstwę lakieru z miejsc, gdzie się nie wytarł. Prawdopodobnie ukończyłby to, co zaczął, ale w pewnym momencie ta praca wydała nam się bez sensu. Pół dnia walki z jedną stroną jednej z części, opornie schodzący lakier, nadwyrężona ręka Małżona. Podjęliśmy decyzję - jedziemy do dziadka!
Jeśli miałabym wskazać osoby, które potrafią zrobić wszystko, to byliby to moi dziadkowie. Wiecie, babcia zawsze postawi dobrą michę, uszyje spódnicę albo poopowiada bezbłędne historie swojej młodości, a dla dziadka nie ma rzeczy, której nie zrobi. Od ramek na obrazki aż po powazniejsze prace budowlane. Podejrzewam, że Feli w ten sam sposób będzie postrzegał moich rodziców, kiedy mama zrobi dla niego najlepsze naleśniki z serem, a potem pójdzie dłubać z moim tatem w garażu. To magia postrzegania swoich dziadków, dla których nigdy się nie dorasta i... zawsze czuje się u nich jak dziecko. Zupełnie jak na wakacjach wiele lat temu. Też tak macie?
To była luźna myśl, bo... mój dziadzio zaskoczył mnie i sprzedał nam niesamowity patent na walkę z lakierem. Sprzedał, a potem sam zrobił z drewnianymi elemantami, co trzeba.
Sami walczyliśmy z nogami używając papieru ściernego. Chcieliśmy pożyczyć szlifierkę (lub poprosić dziadzia o oszlifowanie). A wiecie co zrobił dziadzio? Wziął kawałek szyby i zdecydowanymi ruchami zaczął jeździć nią po starym lakierze. Lakier od razu odchodził od drewna.
Ta metoda ma oczywiście minus - łatwo można porysować drewno i pozostawić je pozadzierane. Warto potem użyć papieru ściernego dla wygładzenia powierzchni. Tak czy inaczej, patent z szybą jest chyba najważniejszy w całym tym wpisie. Na żadnym blogu, który opisuje renowację Chierowskiego, nie znalazłam takiej metody. Wszyscy piszą o papierze ściernym. W praktyce ta metoda jest dobra... dla masochistów. :)
Ostatecznie drewniane nogi zostały u dziadzia. Oczyszczone zostały przywiezione przez rodziców do Krakowa. I wyglądały tak.
Widać na nich to, o czym pisałam wcześniej - przebarwione drewno. Niemozliwym byłoby się tego pozbyć. Mnie to jednak nie przeszkadza. Wygląda to nieco jak efekt celowych przetarć. Postanowiśmy tego nie zamalowywać, a całość zabezpieczyć matowym lakierem w sprayu.
Tą śmierdzącą robotą zajął się Małżon. Lakierowanie polecam robić na otwartej przestrzeni (balkon ostatecznie nie był najlepszym pomysłem, tym bardziej, że zabudowałam go drewnianym "płotkem").
Położyliśmy jedną warstwę. Przed rozpoczęciem pracy dobrze mieć coś, co osłoni drogi oddechowe. Śmierdzi to to okropnie!
No dobrze, a co z siedziskiem? W hurtowni materiałów tapicerskich kupiliśmy półtora metra wybranego materiału. W takich miejsach mają ich mnóstwo, we wszystkich możliwych wzorach, kolorach, fakturach i cenach. ;-)
Siedzisko zostawiliśmy w Zamościu u tapicera (na ul.Kiepury i pana tego polecam z całego serca, zrobił wspaniałą robotę). Chciałam, aby elementy takie jak obszycie czy trzy guziczki były obecne i w nowej wersji starego fotela. Dodatkowo tapicer wymienił środkek - wyrzucił stare, wysiedziane gąbki. Siedzisko odebrała Mama, a potem fru na pocztę. Pan listonosz (kurier?) przyniósł paczkę, w której było właśnie to!
Lakier dla pełnego utwardzenia zostawiliśmy na balkonie na dwie godziny, a potem zabraliśmy się za skręcanie. Dodatkowo, musieliśmy skleić jedną nogę, która odpadła od drewnianego boku. Brudne główki śrub (jeśli to tak się nazywa ;-) oczyściłam papierem ściernym - na początku grubszym, a potem bardzo delikatnym, aby wypolerować. Czarny nalot zszedł niemal w całości, pozostały jego śladowe ilości, co w połączeniu ze złotym kolorem, który wyłonił się podczas oczyszczczania, wygląda całkiem fajnie.
Aby skręcić fotel, w materiale musieliśmy odszukać dziury na śruby, a następnie nożykiem go naciąć. Potem kilka uderzeń młotkiem...
I gotowe. :)
Jestem zachwycona efektem końcowym! Przy pomocy bliskich oraz niewielkiemu nakładowi finansowemu, mamy super element wystroju naszego mieszkania.
Jeśli interesuje Was, ile taka zabawa kosztuje to... niewiele, biorąc pod uwagę ceny nowych mebli. Na obicie takiego fotela potrzebujemy około 1,5-1,8 metra materiału. Materiał wybieracie sami. Początkowo chciałam biało-niebieską pepitkę, ale cena (120zł za metr!!!) skutecznie mnie do niej zniechęciła. Wybraliśmy więc turkus z delikatną fakturą, nieco przypominającą welur. Za 1,5m materiału zapłaciliśmy 60zł (40zł/mb).
Koszt tapicera w naszym przpadku to 80zł za obicie oraz wymianę środka. Są też tacy, którzy chcą 150zł. Zależy od miejsca, dlatego warto dzwonić i pytać. Obicie takiego fotela to podobno nic trudnego.
Matowy lakier w sprayu i folia malarska to około 30zł. Papier ścierny i klej akurat mieliśmy na stanie. :)
Razem 170zł, czyli... no właśnie. :)
Stary-nowy fotel wylądował w naszym książkowym kąciku. I mimo, że nie będę pokazywać całego mieszkania, chciałam się podzielić nowę wersją tego kącika, którą pokazywałam kiedyś na Instagramie. Na Chierowskim zamieszkała kura, a nasz nowy "lokator" idealnie ożywia biało-szare wnętrze. I super wygląda z moimi ukochanymi książkami.
I tak sobie dziś pomyślałam, że zamiast ikeowego Pax-a, wolałabym w sypialni jakąś odnowioną, dębową szafę...






















