Wracam. Byłam trochę tu i tam i to chyba jedne z najlepszych wakacji, które dane jest mi przeżywać!
W zeszłym roku całe lato zdominowane było ślubną aferą i kiedy wróciliśmy z podróży poślubnej, okazało się, że jest już prawie wrzesień. Tego lata jest zupełnie inaczej, mimo że przed porodem słyszałam mrożące krew w żyłach opowieści o tym, że z dzieckiem to tylko siedzieć w domu i zmieniać pieluchy. Aż chce się powiedzieć przekorne chyba Ty. :)
Możliwości na wakacje z niemowlakiem jest naprawdę wiele i nawet, jeśli mamy najbardziej absorbujące dziecko na świecie, można coś zorganizować i przy tym naładować akumulatory.
Opcja niskobudżetowa to wakacje w mieście. Dzięki Felusiowi zaczęliśmy się dużo ruszać i codziennie chodzimy na całkiem długie spacery. Gubimy się, odkrywamy nowe miejsca w naszej okolicy. Przy tym ja i Małżon cały czas rozmawiamy, planujemy, układamy i myślimy, co możemy jeszcze zrobić w naszym życiu. Codzienne spacery są najlepszą opcją dla tych, którzy nie mają pieniążka na weekendowy wyjazd, ale chcą wyjść z czterech ścian i trochę poodychać swieżym powietrzem. Jeśli powietrze w Krakowie można nazwać świeżym.
Staramy się codzienie zapewnić Felkowi trochę oddechu od domowych pieleszy, więc nawet jeśli pogoda nie sprzyja, wychodzimy wtedy na balkon. Maluch buja się w bujaczku, a my sobie kawkujemy i dalej rozmawiamy ile wlezie. Czasem myślę, że opowieści o kryzysach w związku po narodzeniu dziecka to mit tych, którzy przestali ze sobą tak po prostu gadać. Prawda jest taka, że udany związek po narodzeniu dziecka zupełnie się zmienia - na lepsze. Rozkwita, zaczyna nam się jeszcze bardziej chcieć, jesteśmy ze sobą i korzystamy z chwil, kiedy jesteśmy w komplecie.
Z wyjazdami jest nieco inaczej. Słyszałam historie o tym, że niektórym maluchom po prostu one nie służą: dzieciaki stają się markotne, płaczą i nie wiadomo co dalej robić.
Faktycznie, nagła i krótka zmiana miejsca pobytu może maluchowi namieszać. My zaczęliśmy od dłuższego, dwutygodniowego wyjazdu do rodziców. Założyliśmy, że nawet, jeśli Feli nie zareaguje najlepiej, w końcu się przyzwyczai. Poza tym chcieliśmy wyjechać z Krakowa na czas ŚDM, więc dobrą opcją był oddalony o trzysta kilometrów Zamość.
Funkcja mama, którą mam w głowie, trochę poprzestawiała mi połączenia szarych komórek i zaczęłam się bać autostrad. Do Zamościa jechaliśmy przez wioski, było gorąco, a klimatyzacja postanowiła odmówić posłuszeństwa. Jednak dla widoków, które można było zobaczyć, warto czasem się przemęczyć godzinę dłużej w czarnym samochodzie.
Ogólnie funckcja mama sprawiła, że stałam się - jeszcze w ciąży - bacznym obserwatorem drogi, który używa wirtualnego hamulca. Choć mój mąż jeździ bardzo bezpiecznie, i tak cały czas patrzę na drogę i drę się... zazwyczaj na tych, którzy i tak tego nie usłyszą. ;-) Niektórzy jeżdzą naprawdę niebezpiecznie. Dla mnie auto to środek lokomocji, a nie maszyna do lansu na wąskich drogach. Szczególnie teraz, kiedy jedziemy z malutkim, bezbronnym człowiekiem. No.
Wyjazd do rodziców ma ten plus, że nagle na około Ciebie jest mnóstwo osób chętnych ponosić dziecko. U nas jest co nosić (7300!), więc chętnie korzystaliśmy z pomocnych dłoni. Poza tym jeździliśmy na jednodniowe wycieczki - w naszym przypadku na Roztocze, jedliśmy śniadania na tarasie i można powiedzieć, że były to wczasy pod gruszą. :)
A na sam koniec pojechaliśmy na weekend w Tatry. Wiedzieliśmy już, że Feluś kocha jazdę autem i średnio go interesuje, czy śpi w swoim krakowskim łóżeczku, czy w hotelowej dostawce.
Zaliczyliśmy Dolinę Kościeliską i tym samym na dobre przekonałam się o tym, że chusta niemowlęca to wynalazek ludzkości. Feluś spał w chuście wyluzowany, przytulony do mnie i nie obchodziło go nic poza tym.
Wyjazd z dzieckiem w obce miejsce jest możliwy, o ile oczywiście zadbamy o kilka rzeczy. Pierwszym z nich jest zdaje się być odpowienie spakowanie bagaży. Odkąd mamy dziecko, jeździmy obładowani jak sprzedawcy na targ. Pierwszy wyjazd był pod hasłem Boże, jeszcze to!!!, bo biegałam po całym domu i co chwilę przypominałam sobie, że ten wyjazd nie może się odbyć bez kolejnej pieluszki/bodziaka/czerwonej skarpetki. Na wyjazd do rodziców prawie zapomnieliśmy aktu urodzenia, potrzebnego do chrztu. W domu wszystko juz pogaszone, klucze w ręku, a ja nagle wzdycham Boże, jeszcze to!!! I biegnę po ten akt.
Na wyjazd w Tatry szukaliśmy jakiegoś sensownego noclegu. W czasach liceum i studiów spaliśmy w niedrogich miejscach, bez łazienek w pokojach, bez śniadania w cenie i w ogóle nam to nie przeszkadzało. Małżon rano wstawał i parzył kawę, nazywaną przez nas mistrzostwem baristyki. Były to kawy 2w1 w saszetkach. W smaku okropne, ale piliśmy te ohydki i było naprawdę super.
Tym razem wiedziałam, że potrzebujemy łazienki w pokoju oraz wanienki na wyposażeniu. Brak kąpieli to dla Felusia coś okropnego - uwielbia wodę i jak jeszcze trochę podrośnie, pójdziemy z nim na jakiś basen. Do tego śniadanie w cenie ułatwiło nam pobyt, bo nie musieliśmy się martwić o bułki. I nie musieliśmy pić mistrzostwa baristyki, dziś już zamienionego na czarną, sypaną kawę.
Aby zjeść obiad, szliśmy do spokojnych restauracji, najlepiej z ogródkiem. Feluś lubi być na rękach i oglądać świat, więc pobyt na dworze zawsze mu sprzyja.
Jest jeszcze temat karmienia. Bo karmię cycem, a burza, która hula nad tym tematem mnie przeraża. Oto pokolenie MTV i prezerwatyw Durexa burzy się na widok kobiety, która karmi swoje potomstwo. To dramat, naprawdę.
Mimo to i tak nie przepadam za karmieniem małego w miejscach publicznych. Jeśli już muszę, otulam się szalem lub pieluchą tetrową. Jeśli mogę, wolę nakarmić w aucie lub w plenerze (np. podczas pobytu nad rzeką). A jeśli jest ciepło i wiem, że mleko nie zrobi się zimne, po prostu ściągam pokarm do butli.
I na koniec, słowo-klucz. Współpraca. Między mamą a tatą, którzy wspólnie główkują gdzie można zmienić pieluchę (zwykle w samochodzie ;-) albo czy to już pora karmienia. Współpraca przy dziecku jest potrzebna zawsze, a obecna na wakacjach sprawia, że obowiązki stają się czymś, co po prostu się robi i wraca do odpoczynku. Jak z tą pieluchą. Zmieniasz, zakładasz czystą i zapominasz. Do następnej zmiany.
Ot i wakacje z niemowlakiem. Za rok mały będzie już pewnie tuptał, na razie ogarnia świat z perspektywy chusty, rąk taty albo wózkowej gondoli, z której wyrasta... A w poniedziałek kończy trzy miesiące! Nie mam pojęcia kiedy to zleciało, ale to były naprawdę cudowne miesiące. No, jeśli nie liczyć płaczu podczas kolek, mogłabym nawet powiedzieć, że idealne!


















































