Post bynajmniej nie będzie o psiej pielęgnacji. :)
A o ulubionych produktach i mięciutkich łapkach w pół godziny. Powyżej pół godziny jestem w stanie poświęcić tylko włosom. No wieeeeecie... Te wszystkie maski i wcierki. Ale o tym innym razem.
Jestem człowiekiem niespokojnych rąk. Ja po prostu wiecznie-coś-muszę-z-nimi-robić, cokolwiek. Dlatego punkt pierwszy to dla mnie rzecz wymagająca największego spięcia się w sobie i znalezienia kilkunastu minut, podczas których zanurzę łapki w wodzie, żeby troszkę je odmoczyć.
Moje najnowsze, działające szybko odkrycie to mieszanka bardzo ciepłej wody, łyżeczki oleju kokosowego i soli kąpielowej z trawą morską, sypanej w pospolity sposób na oko. Po prostu mieszam, wkładam łapki, a one po kilku minutach są miękkie.
Jakiś czas temu czytałam, co prawda bardzo pobieżnie, o olejowaniu paznokci. Wszystkie te alternatywne/naturalne metody pielęgnacji kręcą mnie najbardziej, dlatego z pewnością zagłębię się w temat dokładniej. Ale o tym, o czym chciałam napisać - zastanawiam się, czy olej kokosowy nie wpłynie pozytywnie także na paznokcie. I jeszcze dodam - ten olej to jeden z najbardziej uniwersalnych produktów na świecie. Podejrzewam, że wiele osób to wie, ale można nim olejować włosy i skórę głowy, smażyć, podobno pozytywnie działa też na nasze zdrowie.
Za ten słoiczek zapłaciłam coś około 12zł, kupiłam stacjonarnie w Krakowie, w sklepie z naturalnymi kosmetykami, a taka saszetka soli z Rossmanna to niecałe 2zł, ale starczy na wiele takich zabiegów.
Bo przecież w mieszkaniu studenckim i tak nie mam wanny...
To serum to kosmetyk, który jeżeli kiedykolwiek zostanie wycofany z produkcji, to się troszkę rozzłoszczę. Po naprawdę zaciętej walce z pękającymi skórkami to coś po prostu pozwoliło mi o tym prawie całkiem zapomnieć. Poza tym całkiem nieźle zabezpiecza przed odżywkami i wszystkim tym, czym chlapiemy po paznokciach, a co niekoniecznie lubią nasze skórki.
No i plus za to, że to polska firma, że to nie kolejny zachwalany bubel, że jest wydajny i że cena nie zabija. Kosztuje około 14zł (czasami w SuperPharm jest w promocji za 4,99zł ;), a ja swoją buteleczkę mam od czerwca. I końca nie widać.
Kiedy pisałam o chlapaniu po paznokciach, miałam na myśli odżywkę Eveline 8w1. Ani jej nie polecę, ani nie będę nią straszyć. Kupiłam ją bardzo spontanicznie, zaburzając moją metodę kupowania kosmetyków (poczytać - kupić lub nie), i dopiero po zakupie, i pomalowaniu nią paznokci, zaczęłam o niej czytać. Po kwadransie pobiegłam do łazienki zmyć i byłam święcie przekonana, że moje paznokcie właśnie umierają. No w każdym razie przestraszyłam się nieziemsko.
Dałam jej jednak szansę i używam bardzo sporadycznie, średnio raz w tygodniu, zmywam po maksymalnie pięciu dniach. Przyznaję - dzięki temu utwardzającemu wynalazkowi udało mi się wyhodować naprawdę długie paznokcie. Ale żeby wzmacniała... No bez przesady. :)
Drugą, z Wibo, poleciła mi moja siostra i jest naprawdę dobra. Po pomalowaniu w ogóle nie widać jej na paznokciach. Używam często, gęsto i chętnie. I nawet polecam. Kosztuje chyba 7zł.
Kiedy już mam czas na wymoczenie dłoni, zwykle mam też czas na pomalowanie paznokci.
Mój numer jeden to ten firmy Ados z efektem piasku na pazkokciach. Po prostu on jako jedyny trzyma się na moich paznokciach dłużej, niż dwa dni. Ba, trzyma się dni pięć. I zasycha błyskawicznie.
Ten z Kiko dostałam chyba dwa lata temu, ale mam go jeszcze całkiem sporo i lubie nieprzerwanie. A ten z Golden Rose to nowość - efekt piórek na pazkokciach. Powtórzę za innymi blogerkami - nie nakładajcie rajstop z tym na paznokciach. I malujcie tym jak macie specjalną okazję i dużo czasu. Bo potrzebne są przynajmniej trzy warstwy, które lubią po dwóch godzinach odłazić. Super!
Celowo na koniec zostawiłam kwestię nawilżania codziennego. Chyba powinnam zacząć pisać tutaj odę do kremu, poważnie. W delikatesach na moim osiedlu jest taki regał, gdzie stoją same naturalne kosmetyki. Pomijam, że nie mają różnych SLSów, ale one są po prostu na maksa napakowane naturalnymi składnikami. Jakiś czas temu kupiłam olejek do ciała i do dziś olejuję nim włosy. Ostatnio miałam imieniny i truchcikiem do delikatesów - postanowiłam kupić sobie krem do rąk.
Pomijam, że jest przepięknie zapakowany i że super pachnie trawą cytrynową. On naprawdę nawilża i czuć to przez długi czas. Polecam wszystkim maniakom eko-kosmetyków. Nietestowany. Właściwie wydaje mi się, że wszystkie z kosmetyków z dzisiejszego posta nie były testowane na zwierzętach, ale nie dam sobie uciąć ręki za Kiko.
Krem jest firmy The Secret Soap Store i kosztuje około 20zł. Na stronie producenta możecie zamówić go online i to w wielu wersjach zapachowych.
I to byłoby tyle. Na koniec dodam, że zauważyłam znaczną poprawę stanu moich paznokci od czasu, kiedy zaczęłam się zdrowo odżywiać i pić pokrzywę. I na bank nie spowodowała tego żadna z odżywek. Osobiście nie wierzę też w moc super-tabletek, które mają sprawić, że nam urosną piękne paznokcie.
A Wy znacie te produkty? I czego używacie do pielęgnacji waszych łapek?
Krem jest firmy The Secret Soap Store i kosztuje około 20zł. Na stronie producenta możecie zamówić go online i to w wielu wersjach zapachowych.
I to byłoby tyle. Na koniec dodam, że zauważyłam znaczną poprawę stanu moich paznokci od czasu, kiedy zaczęłam się zdrowo odżywiać i pić pokrzywę. I na bank nie spowodowała tego żadna z odżywek. Osobiście nie wierzę też w moc super-tabletek, które mają sprawić, że nam urosną piękne paznokcie.
A Wy znacie te produkty? I czego używacie do pielęgnacji waszych łapek?





