Taka Mariola pojawiła się wczoraj w sieci. Czy Mariola ma rację?
Czy ludziom naprawdę przeszkadza to, że ktoś dodaje zdjęcia swojego dziecka? Chyba nie, choć wciąż jest o to tyle szumu. Ludzie uwielbiają (!) informacje o Twoim ślubie, dziecku, wczasach, nowym samochodzie i wszystkim tym, co łączy się z codziennym życiem. Kiedy moje koleżanki dodają zdjęcia swoich dzieci niespecjalnie mi to przeszkadza. Widzę szczęśliwe matki, szczęśliwych ojców i szczęśliwe dzieci i miło się patrzy na taki obrazek. Pod warunkiem, że nie przekracza to pewnych granic. I nie mówię tu o granicach ilości, ale prywatności.
Żyjemy w takich śmiesznych czasach, że do sieci wrzucamy wszystko. Jedni wrzucają miliony selfie, inni zdjęcia z klubów, a jeszcze inni zdjęcia swojego dziecka. Wszystko to o życiu, którym żyją, ale z tą różnicą, że dwa pierwsze typy zdjęć nie naruszają niczyjej prywatności. No, chyba jakaś kochana koleżanka dodaje zdjęcie z grupą, na której dobrze wygląda tylko ona. Widziałam ostatnio zdjęcie z czyjegoś ślubu - dodała je jedna z dziewczyn, która była gościem i na pięć kobiet na zdjęciu tylko panna młoda wyglądała jak smutna, spocona i w ogóle... Tego się nie robi. Nikomu.
Ze zdjęciami dzieci jest inny problem. Rodzic to z założenia ten, kto chce najlepiej dla swojego dziecka. Teoretycznie będzie stał na straży najlepszości dla swojej pociechy, jego godności i prywatności. I z tym jest problem, bo te małe istoty od najmniejszych lat tej prywatności nie mają. Ale żeby było jasne - pochwalenie się na Facebooku tym, że narodził się syn jest ok. Tym, że moja córka właśnie założyła ładną kieckę - chyba ok. Ale już widzę poważny problem z tym milionem zdjęć, których nie udostępnia Mariola. I nie dlatego, że jest ich dużo. One najczęściej po prostu zabierają dziecku jedną z najcenniejszych rzeczy - jego intymność i prywatność właśnie.
Na blogach widzę wymuskane zdjęcia dzieci, za które rodzice dostają wynagrodzenie. Na instagramie nagie zdjęcia noworodków, bo przecież on jest taki malutki. Kojarzycie takie fotografie? Są po prostu fatalne. A kojarzycie zdjęcia z rodzinnych albumów? Lata dziewięćdziesiąte i szaleni rodzice, który fotografują Was w każdej sytuacji. I te zdjęcia widzieli tylko Wasi rodzice, Wy, Wasze rodzceństwo i może Wasi dziadkowie. I nikt więcej. To jest właśnie rodzinny album, coś pięknego, prywatnego, tylko dla najbliższych.
W połowie maja będę matką. Juz teraz wrzucam na Instagram zdjęcia ubranek, które kupuję dla Robaczka. Ubiorę go w nie albo i nie. Ale nie wrzucę tam zdjęcia twarzy mojego dziecka. Nie dodam takich zdjęć nigdzie, bo wiem, że prywatność to jedna z piękniejszych rzeczy, które rodzic może podarować swojemu dziecku, a ja pod tym względem jestem bardzo radykalna.
Ale bez względu na to, czy dodajecie zdjęcia Waszych pociech, czy nie - filtrujcie te treści. Wasze dziecko Wam za to podziękuje.
















