Jerry trafił do nas w dość spodziewanych okolicznościach. Standardowo, postanowiliśmy dać dom tymczasowy kolejnemu psu. Pierwszy post o mojej działalności w fundacji pojawił się tutaj, a z perspektywy czasu wiem, że warto też napisać o "instytucji" domu tymczasowego więcej. Niebawem.
Mieliśmy z T. to szczęście, że każdy pies, który do nas trafiał był mało kłopotliwy, potrzebujący dużo przytulania, odpowiedniej porcji w misce i spaceru trzy razy dziennie. Oczywiście, zaskakiwały nas takie rzeczy jak atak padaczki u trzyletniego psa (Charlie od dwóch lat ma świetny dom pod Krakowem!) czy młoda suczka, która trafiła do nas z podejrzeniem parwowirozy (jeśli nie z).
Jerry trafił do nas w maju 2014, kiedy zmęczeni po weekendzie u rodziców w Zamościu i po ratowaniu domu od skutków wielkiej ulewy, marzyliśmy tylko o tym, żeby pójść spać, przytulić psa, a potem zjeść dobrą kolację i wrócić do spania. I kiedy przyjechał Jerry, wiedzieliśmy, że dziś już nic z tego i pora zacząć się zastanawiać, jak podejść do starszego psa, który wymaga jednego. Socjalizacji.
Jerrego trzeba było nauczyć wielu rzeczy. I wielu rzeczy nigdy się już nie nauczy. Od początku ciągnął na smyczy czy szczekał na widok puszki z karmą. I nadal to robi! Ale nauczył się chodzić po schodach (choć to u jamników niezalecane, trudno o noszenie psa, kiedy jesteśmy u rodziców w piętrowym domu), jeździć tramwajem (raz zafundował nam w pociągu ośmiogodzinny śpiew), a nawet przytulać się i domagać się głaskania. To właśnie historia Jerrego, którą znamy. Nie wiemy gdzie był wcześniej ani dlaczego trafił do schroniska. Ale to wszystko wystarczy, żeby odpowiedzieć na pytanie: jak wygląda życie ze starszym psem?
Zacznę od najmniej przyjemnego, bowiem choroby to coś, co dotyczy każdego stworzenia, które jest starsze. Tak samo dotyka to pupili i tak samo dotknie to teraz młodego i pięknego psa, który kiedyś będzie tą starszą kuleczką miłości. :) U Jerrego choroby wynikają głównie z zaniedbania przez człowieka - przetoki po usuniętych zębach ropieją i brzydko pachną, problemy z prostatą, które wynikają z braku kastracji, wyłysiały ogon i uszy - to może być jamniczą przypadłością. A może być spowodowane stresem.
Te uszy i ogon oraz wiecznie wywinięta górna warga (przez usunięte zęby kufa nieco mu opadła) obierają Jerremu nieco z piękności starszego psiego gentlemana, ale dodają dużo więcej do uroku osobistego. Bo tak, starszy pies to już nie śliczny szczeniak z okładki. Starsze pieski siwieją, płowieją i mają te swoje lukrowane mordki, jak zwykli to nazywać psiarze.
Żyjemy ze starszym psem i z dnia na dzień obserwujemy jak się starzeje. To z jednej strony niesamowite, a z drugiej codziennie widzimy nowe trudności, które wyrastają przed psem. Jerry już dużo wolniej chodzi, ma też problemy z trzymaniem moczu. I niestety nie możemy mu pomóc.
Ale poza tym...
Wiecie jak to jest, jak człowiek wraca do domu i pies się cieszy? To ten staruszek cieszy się jeszcze bardziej. Patrzy mądrymi oczami, macha łysym ogonem i domaga się głaskania pod brodą. Rano lubi sobie zaspać na spacer. Albo wręcz przeciwnie, ustawić wewnętrzy budzik na piątą trzydzieści, dzięki czemu jego pan nie spóźni się do pracy. A wieczorem wchodzi pod mój koc, zwija się w kłębek obok i chrapie tak, że już kilka razy zdążyłam posądzić o to mojego męża. ;-)
Czy życie ze starszym psem jest kłopotliwe? Bywa. Jak trzeba pędzić do weterynarza albo szukać mopa. Ale czy młody pies gwarantuje nam brak takich atrakcji?
Jerry trafił do nas z wpisanym do schroniskowej książeczki zdrowia rokiem urodzenia 1994 (wtedy 20lat!). Cofnęliśmy ten licznik ile się dało. Przez jakiś czas czekaliśmy aż ktoś adoptuje tego starego krzykacza, ale po ponad pół roku razem, wiedzieliśmy, że mimo różnych trudności, nie oddamy go za nic w świecie. :) I tak - jeśli myślicie o psie, o adopcji psa - pomyślcie o wzięciu jakiegoś staruszka. One czekają najdłużej, potrzebują tego najbardziej, a potrafią odwdzięczyć się tak, że nawet się tego nie spodziewacie!
Na zdjęciach Jerry w październiku 2015.



















