Umilacze marca
4/03/2016
Cześć i czołem, witajcie w Umilaczach marca! W tym miesiącu wyjątkowo mocno potrzebowałam czegoś, co będzie ciepłe, miłe, ładne i wygodne, bo znaczną część marca spędziłam w domu. Stali czytelnicy na pewno wiedzą, że opiekowałam się Tymkiem i Blanką. Zainteresowanych informuję, że te dwa małe psiaki znalazly kochające domki. :)
Marzec rozpoczął się bardzo pozytywnie. Dostałam od Was bardzo dużo miłych wiadomości - jedną z takich był mail z początku miesiąca, w którym pan Marek opisał swoją jamniczą historię. Byłam wtedy we Wrocławiu i jechałam w autobusie z uśmiechem na twarzy. Z kolei wracając z miasta o najbrzyszym dworcu kolejowym na świecie (Wrocławianie, przepraszam!), widziałam pierwsze w tym roku, dwa lecące bociany. Przesąd głosi, że lecący bocian przynosi szczęście. Specjalnie przesądna nie jestem, ale skoro ma przynieść coś dobrego... ;-)
Z rzeczy miłych i pożytecznych, w końcu dostałam wymarzoną, piękną filiżankę ze spodkiem z Zakładów Ceramiki w Bolesławcu. Do tego moje i Małżona ulubione herbaty. Basilur truskawka i kiwi jest przepyszna! Zrobiło się już ciepło, więc niedługo będziemy sobie je popijać na balkonie.
Marzec był bardzo psi, bo oprócz małych spanieli, byliśmy też na Wielkanoc u rodziców w Zamościu i miałam kilka dni na wyprzytulanie jamników. Uwielbiam je tak bardzo, mimo że to chyba najgłośniejsze psy, jakie znam.
Umilaczem marca nie są niestety moje dłonie, które wyglądają jak u Ludwiczka Andersona - jeśli oczywiście znacie tę bajkę. Popuchnięte dłonie to uroki końcówki ciąży (jeszcze pięć tygodni!), ale za to przypomniałam sobie o Ludwiczku. Z radością będę go kiedyś oglądać razem z Robaczkiem. :)
Jeśli mowa o ciąży i Robaczku - w poście wyprawkowym wspominałam o tym, że moja mama i babcia wspomagają nas w zakupach dla małego. Tym razem wygrała mama i bluza ze zdjęcia. To kolejne ubranko z psim motywem. Jest cudowne!
A to jest tajemniczy kojec, o którym pisałam tutaj. Ten wynalazek pozwala mi przespać noc i w miarę wygodnie się ułożyć. Jeśli jest tutaj jakaś niedospana ciężarna - polecam sobie to coś sprawić, bo całkiem zmienia jakość snu. Szczególnie, kiedy przed sobą nosimy dużą, ruszającą się piłeczkę, która okazjonalnie sprawdza twardość naszych kości miednicy. :)
Hoduję sobie też kwiatki, a Małżon z radością przetrąca je, kiedy przepina kable. :) W każdym razie mam zajęcie, bo sobie je podlewam, nawożę, przesadzam i sprawdzam, gdzie rośnie im się najlepiej.
Jeśli nie zajmuję się kwiatami, bardzo prawdopodobne, że gapię się na nasz nowy regał z książkami, który w końcu kupiliśmy. Bo tak jak wspominałam - w tym miesiącu maksymalnie umilałam sobie czas spędzony w domu.
Umilaczem, którego nie mam jak Wam pokazać okazało się także... sprzątanie. Kiedy szczenięta pojechały do domów, przez dwa dni ja i Małżon sprzątaliśmy jak nienormalni. Jestem osobą, której sprzątanie pozwala się wyżyć, ale dawno nie przyniosło mi takiej frajdy, jak wtedy.
A na zakończenie tradycyjnie już muzyka. Tym razem od nowa zasłuchałam się w albumie Junip, który często towarzyszy mi w trakcie dnia. Niestety nie mam go na CD, więc pozostaje to, co oferuje nam YouTube. Po całość klikajcie tutaj i... do zobaczenia w kolejnych wpisach!







0 komentarze